|
17-10-2013
Złoty Strzał – Grim Reapers 51:85
Gładkie zwycięstwo faworyta, chociaż pokonani zaprezentowali się nad wyraz dobrze. 51 punktów zdobytych, to przecież niezły kapitał, a wszystko za sprawą Pawła Mierzchały, który zdobył aż 23 punkty. Do zwycięstwa oczywiście to nie wystarczyło, albowiem po stronie rywali szaleli Wadoń (20 pkt, 7 as) i Chróścielewski (21 pkt, w tym 5 x 3). Dla Strzelców jest zatem jakieś światełko w tunelu, a Reapersi po dwóch pewnych zwycięstwach muszą ostro trenować przed meczami o pierwsze miejsce w grupie, ale wszystko zmierza jednak w dobrym kierunku :)...
Wrona Wings – Young Blood 84:54
Brak Kuby Kupczaka oraz… brak jakiegokolwiek pojęcia o pomocy w obronie. Te czynniki zdecydowały o tym, że chłopaki z Pszczyny cieszą się z pierwszego zwycięstwa w sezonie. Wrony nie zagrały wcale świetnego spotkania, a w pierwszej kwarcie wręcz męczyli się z Young Blood. Wtedy jednak sprawy w swoje ręce wziął Tomasz Dzida (32 pkt), który zauważył, że jeśli tylko minie kryjącego go rywala na obwodzie, to droga do kosza stoi otworem, bo nikt w YB nie schodził do pomocy... Kupczak na ławce dwoił się i troił, ale jego rad słuchał chyba tylko Kluczniak (20 pkt, 17 zb). Warto jeszcze odnotować 7 bloków Koniecznego, ale z drugiej stronie należy nadmienić, że w dużej mierze wynikały one z tego, że Kodi odpuszczał w obronie i czaił się na efektowne „czapy” ;). No cóż… można i tak. Oprócz ww. zawodników dobre zawody we Wronach rozegrał jeszcze Kliś (13 pkt, 14 zb). A co dalej? Dla Young Blood to była ostatnia szansa na drugie zwycięstwo w tej fazie. Natomiast Wrony po tym jak zapewne pokonają KiS Żywiec, zagrają o awans z Angry Sheeps, ale to mogą jeszcze za wysokie progi. Zobaczymy…
Osiemnastka – Akademia Basketu 120:34
Wszystko co złe dla Akademii, wydarzyło się w 18-stej minucie spotkania, kiedy to piąte przewinienie osobiste złapał grający trener Adam Solak. Od tego momentu chłopaki z Akademii, którzy próbowali chociaż dotrzymać kroku Komandosom kompletnie się pogubili i na boisku rządziła i dzieliła tylko jedna drużyna. Mecz po prostu jednostronny i tyle. Warto tylko odnotować 3 fakty - po pierwsze 43 punkty (eval 46) oraz tytuł MVP kolejki w 3 lidze zdobył Jakub Caputa. Po drugie wysokie double-double osiągnął Michał Napierała (16 pkt, 15 zb). Po trzecie awizowany żartobliwie przed meczem do zdobycia triple-double Łukasz Dziedzic niemalże stanął na wysokości zadania notując 13 pkt, 8 zb i 6 prz, jednak swoje starania przypłacił kontuzją kostki - życzymy szybkiego powrotu do zdrowia! O tym meczu obie drużyny powinny jednak szybko zapomnieć. Akademia powinna bowiem podnieść głowy do góry, a Komandosi absolutnie nie powinni popadać w hurraoptymizm :).
12 Małp – ZSME Żywiec 46:56
Małpy pokazały, że mają potencjał na to, żeby wyjść z tej grupy. Trzy kwarty walczyły bowiem z liderem jak równy z równym, długimi fragmentami nawet prowadząc. Bardzo dobrze zagrał duet Błaszczak (15 pkt, 16 zb) – Pawełek (12 pkt, 12 zb). Nie wystarczyło to jednak do zwycięstwa, bo w najważniejszym na razie dla ZSME meczu, odpalił wreszcie Wojtek Ryszka (12 pkt, 11 zb, 6 bl). Oprócz Ryszki, wysoko punktowali jeszcze Caputa (17) i Rogacz (18) i po trzech kolejkach młodzi Górale są na czele tabeli z kompletem zwycięstw. Małpy natomiast pomimo, że przegrały, to z taką grą są obecnie faworytami starcia „o awans” z Osiemnastką.
Angry Sheeps – Orły Mirosława K. 61:103
Kamil Szopa udowodnił, że w 3 lidze potrafi rozbić w pojedynkę każdego rywala. 31 punktów na bardzo dobrej skuteczności, 12 zbiórek i eval 36 nie pozostawiają co do tego złudzeń. Żadnych wątpliwości nie pozostawił też Owcom cały zespół Orłów, albowiem poza Szopą dobrze zagrali jeszcze Kur, Mączka, Olszewski i Grzanka. A co do Sheeps… może i mielibyśmy podstawy do pochwał, gdyby ten mecz skończył się po pierwszej kwarcie. Po 10 minutach Owce prowadziły bowiem 18:11, a potem… w obronie kompletnie opadły z sił, a w ataku rozpoczął się chaos. Podsumowując - Orły oczywiście na czele grupy z kompletem punktów, a Sheeps po drugiej z rzędu porażce będą musiały wygrać mecz „o awans” z Wronami.
OPTYK Ewa Jasiczek – Not Found 81:56
Faworyt tego meczu był tylko jeden - OPTYK Ewa Jasiczek. Mimo iż Okularnicy przystąpili do swojego drugiego meczu w tym sezonie bez swojego asa – Łukasza Mądrego, już po pierwszej kwarcie wyraźnie było widać, kto w tym meczu to Sprite, a kto Pragnienie ;). Chłopaki od Ewy wygrywają 16:9. Nieodnalezieni w dalszym ciągu nie odnaleźli formy. A na domiar złego po drodze zgubili się Przemek Olma i Łukasz Kobiela - bez tej dwójki Not Found będzie ciężko nawiązać walkę o miejsca premiowane udziałem w play-off. W zasadzie to będzie bardzo ciężko, ponieważ w tym meczu Nieodnalezieni przegrali nie tylko pierwszą, ale i dwie następne kwarty. Wyjątkiem była odsłona czwarta, którą Not Found wygrało nieznacznie 19:17. Ostatecznie Optyk pokonał Not Found aż 81:56 i zanotował drugą wygraną w sezonie. Do triumfu swój zespół poprowadziła dwójka „małych” czyli Rafał Tokarski (17 pkt, 14 as, 4 prz) oraz Krzysiek Podstawny (18 pkt, 8 zb, 5 as). Po stronie pokonanych wyróżnił się Norbert Przemyk (12 pkt, 13 zb). Nieodnalezieni ponieśli trzecią z rzędu porażkę i z najgorszym bilansem zajmują szóste miejsce w tabeli. Dobra wiadomość dla fanów Not Found jest taka, że terminarz nie był dla nich łaskawy i pierwsze trzy mecze zagrali z teoretycznie najsilniejszymi przeciwnikami. Teraz powinno być łatwiej.
Double B Nation – Siła Ustroń 83:61
Hit kolejki w drugiej lidze nie rozczarował. Rozczarowała za to Siła, która owszem, miała prawo przegrać to spotkanie, ale już styl i rozmiar porażki pozostawiają wiele do życzenia. A skoro już pozostajemy przy czarowaniu, to główną przyczyną porażki była magiczna współpraca kwartetu Gawlas (23 pkt), Grygierczyk (24 pkt), Malarz (11 zb) i Szkaradnik (16 zb). Celowo przytoczyłem właśnie te statystyki, albowiem właśnie to było kluczem do zwycięstwa. Dwóch świetnie punktujących zawodników oraz świetna gra centrów na desce. I na to Siła kompletnie nie miała recepty. Walczyła co prawda do połowy trzeciej kwarty, ale potem już nie wystarczyło ani 25 pkt Czarniaka, ani po 11 zbiórek Czempiela i Zientka. DBN wygrywa bardzo wyraźnie, zdecydowanie zasłużenie i wysyła w świat jasny sygnał – jedziemy po półfinały. Siła natomiast po zwycięstwie nad przeciętnym Not Found musi szybko wrócić na ziemię. Kandydatów do półfinałów bowiem jest znacznie więcej niż miejsc...
Elo Czikas – Ułaaa 62:54
Elo Czikas to drużyna, której każdy mecz ogląda wierna grupa wymagających kibiców. Większość tej grupy stanowią urodziwe damy :). Dlatego Pozdrawiającym Damy bardzo zależało na wygranej i zatarciu złego wrażenia, jakie pozostawili po ostatniej porażce z Akademikami. Z kolei Ułani bili się o pierwszą wygraną w sezonie. Lepiej mecz zaczęli Ci pierwsi, grali bardziej dokładnie i mieli w swoich szeregach Michała Brysia (15 pkt, 10 zb, 3 prz) oraz Maćka Górkę (9 pkt, 11 zb, 2 prz). Pierwsza połowa pod dyktando chłopaków z Czechowic, którzy po 20 minutach wyszli na 8-punktowe prowadzenie 37:29. Trzecia kwarta to danie firmowe Elo Czikas – trwonienie przewagi ;). Po raz trzeci w tym sezonie zaserwowali swoim kibicom horror, na szczęście dla nich, tym razem z „happy endem”. Ale po kolei. W trzeciej kwarcie na parkiecie panują tylko Ułani, którzy pozwalają swoim rywalom rzucić tylko 2 punkty, sami rzucają 13 i wychodzą na 3 punktowe prowadzenie. W tym okresie świetnie spisywał się Tomasz Rezik (25 pkt, 10 zb). Sama gra była chaotyczna z obu stron, ale lepiej wyszli na tym Ułani. Początek czwartej kwarty na remis z lekkim wskazaniem na Elo, którzy odrabiają straty i wychodzą na 4-punktowe prowadzenie. Jednak Ułani szybko niwelują straty i kiedy wydaje się, że zaraz dokonają szarży, która rozbije rywala… gubią kopię, tzn. piłkę i to cztery razy z rzędu :). Pozdrawiający Damy wyprowadzają cztery szybkie kontry, zdobywają kolejnych 10 punktów i wygrywają ostatecznie 62:54. Duża w tym zasługa młodziutkiego Jarka Wójtowicza (12 pkt), który wniósł wiele spokoju w poczynania swoich starszych kolegów. Cenna wygrana Elo Czikas, którzy cały czas walczą o awans do play-off. Ułani natomiast, jeśli marzą o powtórzeniu wyniku z zeszłego sezonu muszą zacząć grać tak jak w trzeciej kwarcie.
SamoObrona – Galacticos 78:65
Chciałoby się powiedzieć, sielska zagroda pod rozgwieżdżonym niebem. Niestety w zagrodzie brak dwóch farmerów, a niebo zasnuły ciemne gęste chmury ;). W drużynie farmerów nie mogli zagrać Paweł Garus i Rafał Rogacz, po stronie gości było znacznie gorzej. Dojechało ich tylko pięciu. Galacticos nie mieli nikogo na zmianę, dlatego rozpoczęli to spotkanie ostrożnie. Grali bardzo mądrze, ekonomicznie i unikali niepotrzebnych fauli. Taka gra pozwoliła im na walkę jak równy z równym, z bądź co bądź faworyzowanymi Rolnikami. Po pierwszej połowie mieliśmy niespodziankę – remis 32:32. Niestetety dla Galacticos, sił starczyło na 20 minut i w trzeciej kwarcie Farmerzy odskoczyli na 9 punktów, dorzucili jeszcze kilka w czwartej kwarcie i wygrali całe spotkanie 78:65. Bardzo dobre zawody zagrał nowy w zagrodzie Grzesiek Wróbel (21 pkt, 5 zb, 3 prz) oraz „wioskowy siłacz” Andrzej Kołodziejski (14 zb, 6 pkt). Po stronie pokonanych wyróżniła się dwójka Michał Koźlik (23 pkt) i Jakub Staszkiewicz (21 pkt, 4 prz). Chłopakom z Żywca nie można odmówić woli walki i ambicji, ale jest to za mało, bo za mało w tym zespole zawodników.
Zryw Bielsko-Biała – Klippers 56:71
Absolutny hit kolejki, wszak oba zespoły są niepokonane i oba należą do faworytów obecnych rozgrywek. Rzut oka na składy… i już przed pierwszym gwizdkiem było wiadomo kto w tym meczu będzie rozdawał karty. W drużynie Najstarszych nie zagrało aż 6 graczy, czyli połowa zespołu. Po drugiej stronie obecni byli wszyscy. Do tego w drugiej drużynie poprzedniego sezonu, mamy okazję obserwować rzadkie zjawisko, o którym pisaliśmy w poprzednim tygodniu. Dzisiaj, uprzedzając fakty, możemy to potwierdzić. Panie i Panowie na naszych oczach rodzi się gwiazda - Przemek Podgórniak (18 pkt, 10 zb) po raz kolejny zagrał wspaniały mecz i po raz drugi z rzędu został wybrany najlepszym graczem kolejki :). Samo spotkanie jednak rozczarowało. Główny powód to oczywiście absencja czołowych graczy Zrywu. Do połowy niemal na remis – 29:31. W drugiej części dało jednak o sobie znać zmęczenie i krótka ławka. Klippersi dali sobie rzucić tylko 27 punktów, a sami zdobyli ich 40. Zwycięzcy mogą być zadowoleni ze swoich letnich transferów, bo obok Przemka, ponownie najlepszy był drugi z nowych zawodników - Paweł Sablik (14 pkt, 6 as, 5 zb). W drużynie pokonanych wyróżnił się Marcin Gilowski (19 pkt, 5 zb). Ciężko powiedzieć co by było gdyby… Zryw wystąpił w pełnym składzie. To tylko gdybanie. W tym momencie bowiem, to Klippersi są drużyną, która obok Elefantów może zagrać w wielkim finale.
Elefanty – Monolith 76:46
Mimo absencji Darka Reinharda, Słonie bardzo szybko pozbawiły przeciwników jakichkolwiek złudzeń. Wygrali wszystkie kwarty i to różnicą co najmniej 6 punktów, by ostatecznie rozgromić chłopaków z Monolithu aż 76:46. Elefanty grały tak, jak na rutyniarzy przystało. Spokojnie, dokładnie i skutecznie. Na niewiele zdała się gra najlepszego z graczy Monolithu - Kamila Klapy (18 pkt, 9 zb, 5 prz), który wyraźnie wyróżniał się na tle kolegów. Tego dnia na parkiecie dominowały bowiem Elefanty, a wśród nich powracający do wysokiej formy Tomek Staniek (20 pkt, 7 zb, 4 as). Jeśli Słonie potrafią tak grać bez swoich liderów to co będzie jak oni wrócą… Na dzisiaj obok Klippersów murowany faworyt do finału.
Hustlerzy Andrychów – WSEH Team 47:64
Zespół WSEH Team przystąpił do tego spotkania w doskonałych humorach i bardzo wysokim morale. A wszystko to za sprawą swojego poprzedniego występu, w którym Akademicy pokonali faworyzowany zespół Elo Czikas. Na drodze do kolejnego zwycięstwa stanęli Hustlerzy. Nie jest to już ten sam zespół, który dwa sezony temu, jako beniaminek namieszał w 2 lidze. Ostatni sezon nie był już tak udany, a w bieżącym chłopakom nie idzie... Gołym okiem widać, że w zespole brakuje leczącego kontuzję Łukasza Majewskiego. Tą nieobecność w pełni wykorzystali Akademicy. Od pierwszej do ostatniej kwarty osierocone pole trzech sekund zdominowali wysocy WSEHu. Jak zwykle niepodzielnie rządził w nim, wybrany zresztą na gracza kolejki, Marcin Kiszka (16 pkt, 18 zb, 3 prz), a wtórował mu coraz lepiej radzący sobie na parkiecie BLK Andrzej Pawlik (9 pkt, 10 zb). Co prawda w trzeciej kwarcie chłopakom z Andrychowa udało się dojść Akademików na 3 punkty, ale sił starczyło do czwartej kwarty. Owszem Bartek Sierp (18 pkt, 5zb, 4 as) dwoił się i troił, nieźle zagrał także Kamil Kępa (12 zb), ale to zdecydowanie za mało, żeby móc pokonać zespół prowadzony twardą ręką przez Mariusza Słodownika. Ostatecznie Akademicy pewnie wygrywają 47:64 i włączają się do walki o play-off. Hustlerzy muszą zewrzeć szeregi i trzymać kciuki za szybki powrót swojego centra.
Do zobaczenia na parkiecie!
Czarno na Białym
MC&Zulek&Marcin(ek)
|